Zrób coś dla siebie! Domowe SPA w 10 minut. Relax w zaciszu domowym. Krzyczą w TV, piszą w gazetach, na portalach. Rozkwitnij na wiosnę, zadbaj o siebie. Dobra już dobra, zrobię coś dla siebie w zaciszu domowego SPA. Tylko co ja mogę zrobić o 22:00 w czwartek. Zapaliłam świeczki w całym domu i wygrzebałam z kosza, w którym trzymam maseczki, olejki i inne próbki na chill’owe wieczory zielone pudełko. NOWOŚĆ! Piękna pani na obrazku o nieskazitelnej skórze, promienna twarz, naturalna. ALGI MORSKIE. Tak! Tego mi trzeba. Tak mi się wydaję, bo algi kupiłam jakiś czas temu i jeszcze nie próbowałam. Data przydatności czerwiec 2016, wiec bingo. 100% natury, bez konserwantów, bez sztucznych barwników, bez pochodnych GMO,, bez emulgatorów… Madonna, czekałam na zdanie, bez glutenu i może zawierać śladowe ilości orzechów =P No ale ok., naturalne, więc będę naturalnie piękna. Czytam dalej, intensywnie nawilża wysuszoną i zmęczoną skórę (to cos dla mnie), powodując ZADZIWIAJĄCE efekty już po pierwszym zastosowaniu. O matko! Czytam dalej, okłady redukują nadmiar –UWAGA- tkanki tłuszczowej… hmmm położyć na brzuch, uda i pośladki?

Do dzieła! Z 3 sposobów, wybrałam punkt 1. Maseczka oczyszcza skórę. 1 małą łyżeczkę rozrobić w jogurcie… o nie! Nie mam takich rzeczy w lodówce… lub w wodzie mineralnej niegazowanej (uff, domowe SPA wisiało na włosku) do konsystencji gęstej papki i nanieść na twarz. Po 10-15 minutach spłukać maseczkę letnią wodą. Tyle. Nie wydaje się trudne, aa skoro ma odmienić moje życie to warto. I nie zawiera glutenu =P. Okej, rozrobiłam, wyszła zielona papka (kolor ładny, taka piękna głęboka zieleń) nałożyłam na twarz, ustawiłam mój ‘pikacz’ na 15 minut, a co sobie będę żałować, usiadłam wygodnie w fotelu, wzięłam książkę i się relaxuje w otoczeniu świec. Jedna jest zapachowa, więc czuję się wyśmienicie.

IMG 4124

Minęło 30 sekund mojej błogiej relaksacji i… zaczyna pachnieć… algami. Zapach nie należy do najprzyjemniejszych, ale wytrzymam. Walczę o piękną skórę, a jak się uda to zredukuję tkankę tłuszczową. Minuta, dwie. Nie no, zapach mułu jest coraz bardziej uciążliwy. Ale dam radę. Gwiazdy tak robią i opisują, że to relax, chill etc. Trzecia, czwarta minuta. Mdli mnie od tego błota. Już czytać nie mogę. Może otworzę okno. Piąta, szósta minuta, sześć i pół ratunkuuuu. To już nie pachnie nieprzyjemnie, to najnormalniej śmierdzi, śmierdzi mułem, nawet nie błotem, mułem. Nie wytrzymam, z drogi! Łazienka, woda (zapomniałam już, że trzeba spłukać letnią wodą). Zimna, ciepła nie ważne. Ulga, nie mam już tego na twarzy! Madonna, ja wiem, że piękno wymaga poświęceń, że trzeba swoje wycierpieć, ale ja się miałam relaxować, miałam rozkwitać na wiosnę, a czułam się jakbym gniła. Z nakazanych 10-15 minut wytrzymałam 6 i pół. Zobaczę, może chociaż w 1/3 będzie zadziwiający efekt. No gładka ta twarz, ale jakim kosztem. Czuję jeszcze ten muł w nosie, na dłoniach, pływa w umywalce. Chyba następnym razem wybiorę się do SPA na okłady z czekolady a w zaciszu domowym położę plasterki ogórka na oczy…

Najczęściej czytane

brownie
kaloriaaa
tytan
10884486 983695951644010 225026915 n
niechudne1
12a


Polecamy

szpilki na siłowni | cookies

 zBLOGowani.pl

Ta strona używa ciasteczek, dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Brak zmian w ustawieniach przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie. Polityka prywatności

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd